
Misja
Dysleksja to bezsprzecznie piętno edukacyjne ale i wielkie obdarowanie. Tyle, że talenty, które zawiera pakiet dys* w większości nie są doceniane w szkolnictwie.
Dla kogoś obarczonego dyskalkulią pewne zawody pozostają poza granicami możliwości. Farmaceuta. Architekt… lista jest długa, bo albo na którymś roku studiów jest matematyka a ta koszmarna ortografia jest wszędzie. Najczęściej już sama matura bywa barierą nie do przebycia.
Dlatego misją a zarazem, pasją mojego życia stała się praca z dziećmi napiętnowanymi dysfunkcjami edukacyjnymi.
Pragnęłabym, by każde dziecko miało naprawdę wyrównane szanse edukacyjne.
Żeby to było możliwe konieczna jest zmiana w sposobie nauki. Przekonanie nauczycieli i pedagogów, że jedynym skutecznym sposobem na pokonanie dysfunkcji matematycznych są mnemotechniki.
A co za tym idzie, opracowanie skutecznych pomocy edukacyjnych.
I Boga proszę, by mi życia na to starczyło…

O Mnie
Decyzję o tym kim jestem, tak jak to kim nie jestem, w moim życiu podjęła za mnie… dysleksja do spółki z dyskalkulią. Nie mogłam zostać dziennikarką – bo ortografia, ani psychologiem bo matma, o architekturze nie wspomnę. Na ASP nie poszłam bo …tato. 🙂 Skończyłam pielęgniarstwo, które po urodzeniu synka zamieniłam na grafikę komputerową.
Pewnego dnia zostałam poproszona, by nauczyć grupkę dzieci z klasy syna, mnożenia metodą mnemotechnik. I tak weszłam do edukacji kuchennymi drzwiami. Myślałam, że na chwilę a tu minęło około 20 lat. Opierając się na odkryciach Moskiewskiego Instytutu Szybkiej Pamięci opracowałam nowatorską metodę pracy z dzieckiem napiętnowanym dys* i nazwałam ją BAJKOWA MATMA. Składa się z trzech segmentów: ULICZKA CYFERKOWA (cyfra, dodawanie odejmowanie), BAJKOWA TABLICZKA i ZEGARKOWO.



Ja nie musiałam uczyć się objawów ADHD, dysleksji czy dyskalkulii … ja je mam. I to właśnie pozwoliło mi stworzyć autorskie, niepowtarzalne pomoce. Bowiem okazało się, że mój syn ma ten sam deficyt co ja: nie może zapamiętać mnożenia. Akademicka teoria w niczym nie była mi pomocna. Naprawdę. Naukowo dyskalkulia jest wyczerpująco opracowana ale gdy przychodzi do pomocy merytorycznych zaczyna się płycizna pedagogicznego bełkotu. Zna go każdy rodzic, który przeczytał ZALECENIA na opinii z PPP. Opracowując swoje pomoce wykorzystywałam dyslektyczną intuicję no i oczywiście wszelkie dyslektyczne talenty. Bowiem: rzeźbię, rysuję, projektuję, szyję, tkam, tworzę wszystko ze wszystkiego. Piórem operuję tak samo swobodnie jak wiertarką. I to wszystko, połączone wielką kreatywnością wykorzystałam, by stworzyć pomoce, które są tak bardzo skuteczne do walki z dys*.
Moja metoda całkowicie różni się od tego co oferuje rynek. Na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z matematyką. Ale te gry były wielokrotnie weryfikowane w czasie zajęć z dziećmi w mojej pracowni. I rzeczywiście niwelują dyslektyczne problemy.
Nie wierzycie?
A było to tak …
Moja historia
Żadne próby nauczenia mojego dziecka tabliczki mnożenia nie dawały rezultatu.
Nie pomagały ani prośby, ani groźby. Dzieciak nie był w stanie powtórzyć za ojcem ciągu liczb: 3,5,15. Pamiętał pierwszą lub ostatnią cyfrę.
POWTÓRZYĆ!
A co dopiero powiedzieć z pamięci!
Strach przed mnożeniem, przed byciem najgorszym tumanem w klasie zaczął odkładać się w ciele. Bóle głowy, bóle brzucha, wymioty i biegunki stały się codziennością przed pójściem do szkoły.
W głowie miałam tylko jedno pytanie: jak inteligentne dziecko, które wierszyka uczy się w 10 min nie potrafi przyswoić tabliczki?
Zostałam wezwana do szkoły.
– Proszę nauczyć dziecko mnożenia.
– A zna pani jakieś metody, bo to co robimy to nic nie daje?
– Metody? A jakie tu są potrzebne metody? Trzeba powtarzać z dzieckiem, odpytywać, trzeba mu czas poświęcić!
Czułam się strasznie. Jak miałam wytłumaczyć nauczycielce, że ja poświęcam mu wiele czasu ale nic nie działa. Dziecko chowa się do szafy na widok książki do matematyki, że wpada w histerię…
***
Padłam na kolana i we łzach wołałam
– Boże, który stworzyłeś ludzki mózg, TY wiesz co tam jest nie tak. TY znasz metodę żeby mój synek nauczył się mnożenia. Ulituj się nad nami, bo tym co robię to tylko wpędzam go w chorobę!
Odpowiedź przyszła przez moją koleżankę. Dostałam kserowane materiały z moskiewskiego instytutu nowoczesnego kształcenia. Tabliczka mnożenia zaklęta w opowiadaniach o zwierzątkach.
Pokazałam to mężowi i bratu. Wyśmiali je tak, że brat spadł z krzesła.
Ale ja byłam zdecydowana na wszystko.
Sama jestem dyslektykiem. Przeszłam przez koszmar szkoły. Wiem jak czuje się dziecko, które z całych sił próbuje się czegoś nauczyć i nic mu z tego nie wychodzi.
Metodę mnożenia pod postacią bajki, zrozumiałam od razu. Wbrew kpinom brata postanowiłam spróbować.
Nie miałam nic do stracenia.
– Synuś przeczytać ci bajeczkę?
Po 15 minutach znał już zasadę metody, po następnych 30 znał już mnożenie przez sześć.
A w ciągu trzech kolejnych dni poznał całą tabliczkę! ( I ja też, po raz pierwszy w życiu byłam pewna, że 7×8 jest 56!)
Zadziałało!
Znowu zostałam wezwana do szkoły.
– Jak się to pani udało? – zapytała nauczycielka – pani synek mnoży najszybciej w klasie!
Najpierw codziennie, potem raz na tydzień czytaliśmy przed snem bajeczki.
Dzieciak z radością biegł do szkoły. Przynosił piątki i szóstki. Polubił matematykę. Po miesiącu odstawił bajeczki.
Pewnego dnia poprosił:
– Mamo czy możesz nauczyć mnożenia moich kolegów?
Nie mogłam odmówić takiej prośbie. Wymyśliłam swoje bajeczki i swoje zwierzątka, żeby uatrakcyjnić zajęcia zaczęłam tworzyć własne pomoce. Zauważyłam, że inne dzieci NIE przyswajają bajeczek tak szybko, jak mój syn. Zrozumiałam, że tajemnica błyskawicznego opanowania mnemotechnik tkwiła tym, że syn wcześniej przez trzy lata ćwiczył Gimnastykę Mózgu (ćwiczenia usprawniające pamięć) i tak włączyłam do zajęć Kinezjologię Edukacyjną.
Pewnego razu trafił do mojej pracowni chłopiec, który błędnie pisał cyfry. 4 w lustrzanym odbiciu, mylił 7 z 1 i 6 z 9. Intuicyjnie czułam, że dopóki nie opanuje cyfry, to nie ma mowy o mnemotechnikach a więc i o mnożeniu. Zaczęliśmy więc od nauki cyfr. (Ależ, co pani mówi! Moje dziecko świetnie zna cyfry… no może czasami coś tam myli…)
Musiałam odwołać się do swoich własnych odczuć, jak ja, jako dyslektyk postrzegam cyfrę. I tak powstały zabawy z przestrzennymi cyframi własnej produkcji … i… zadziałało! Koniec z lustrzanymi odbiciami, koniec z 6 zamiast 9, koniec z 1 zamiast 7!
Wykorzystując doświadczenia genialnej reedukatorki syna, pani Amelii Reifentz- Kuczyk, prowadzącej go w zakresie dysleksji, zastosowałam pewne jej metody. Zamiast liter podstawiłam cyfry. I tak powstała ćwiczeniówka jako owoc około trzyletniej pracy przy komputerze.
Dla wielu dzieci tworzyłam odrębne pomoce. Pozostają one na wyposażeniu pracowni, służąc następnym rocznikom. Z tymi rocznikami to rzecz umowna, bo trafiają do mnie dzieci w najróżniejszym wieku. Byli i rodzice, którzy z dziwnym zainteresowaniem słuchali bajek… Był i młodszy braciszek, co to jeszcze do szkoły nie chodził, ot nie było go z kim zostawić… W efekcie poszedł do zerówki umiejąc tabliczkę do stu… Ot, samo weszło do głowy, jak to z bajkami bywa.
Potem przyszły szkolenia dla nauczycieli i rodziców. Jak powiedzieć coś o czym w żadnych książkach nie napisano?
No, niezupełnie. Mnemotechniki jako tako w literaturze już są opracowane. Ale nie ma mnemotechnik matematycznych. Więc zajęłam się metodami nauki przyjaznymi dla mózgu. Opracowałam własne zasady mnemotechnik dla potrzeb edukacji szkolnej.

I tak, po wielu latach i wielu modlitwach powstał program BAJKOWA MATMA.
Może będzie gotową odpowiedzią, na modlitwę jakiejś zrozpaczonej matki?…










